Już w 2020 roku mieliśmy bilety do Czarnogóry, dokładnie do Podgoricy. Z oczywistych względów wyjazd został odwołany.
Nie wiem co tak bardzo ciągnęło mnie w tym kierunku. Chyba wyobrażenie pięknej natury, gór, zatoki Kotorskiej, ciepłego morza, pięknych plaż, ciekawej kultury, historii i miejsca nieskażonego masową turystyką.
Czarnogóra przez kilka lat mi uciekała, aż w końcu w tym (2024) roku dodaliśmy ją do wakacyjnych planów.
Jak w większości naszych wyjazdów, podróż zorganizowałam ja. Daje mi to większą elastyczność i finalnie znacznie lepszą cenę niż wakacje z biurem podróży.
Kilka podstawowych założeń dotyczących tych wakacji:
- Nie jedziemy na luksusowe wakacje. Kilka miesięcy temu byliśmy na Malediwach i trzeba je zrównoważyć bardziej „budżetowym” wyjazdem.
- Nastawiamy się na zwiedzanie. Nie będą to leniwe wakacje. To w połączeniu z pierwszym punktem miało decydujący wpływ na wybór noclegu. Nie szukaliśmy wielkich resortów z 5* zapleczem dla rodzin. To czym się kierowaliśmy, to:
- Lokalizacja – dobry punkt wypadowy do zwiedzania kraju
- Czysty, schludny
- Bardzo dobre opinie (booking i google)
- Przyzwoita cena
- Przydałby się basen (dla dzieci)
Lot do Czarnogóry
Jeszcze jedna kwestia mocno przyciągała mnie do Czarnogóry. Fakt, że lot trwa niecałe 2 godziny. Dla kogoś kto kocha podróże, ale nienawidzi latać samolotem, jest to opcja idealna. O tym jak pokonałam lęk przed lataniem przeczytacie tu: LINK. Już nie panikuję, ale wciąż nie lubię latać.
Jest całkiem dobry wybór lotów bezpośrednio do Czarnogóry, lub w jej pobliże.
Według mnie najlepszą opcją z Warszawy jest lot PLL LOT do Podgoricy. Bilety na wakacje można kupić za mniej więcej 3000 zł dla 4 osobowej rodziny (2 dorosłych i 2 dzieci powyżej 2 roku życia). W terminach, które dla nas wchodziły w grę cena wynosiła około 4000 PLN, dlatego postanowiłam sprawdzić inne opcje.
Kolejną linią lotniczą latającą regularnie do Czarnogóry jest WizzAir. Na ten rok mam wykupione 3 loty WizzAir’em (Malta, Czarnogóra, Kreta), dlatego przed dokonaniem pierwszej rezerwacji postanowiłam zapisać się do programu lojalnościowego WizzAir. Dzięki temu kupuję bilety około 80zł taniej (w dwie strony) za osobę. Przy kilku wyjazdach, zwłaszcza z rodziną, oszczędności robią się znaczące.
Aktualnie WizzAir lata tylko do Podgoricy. Jednak dam sobie rędę odciąć, że jeszcze niedawno któraś z popularnych linii lotniczych latała do Tivatu.
Lot WizzAir’em do Podgoricy za 4 osoby można kupić za mniej niż 3000 PLN w najtańszej taryfie. Decydując się na tę opcję, pamiętajcie jednak że na pokład samolotu możecie zabrać tylko plecak o maksymalnych wymiarach 40x30x20 cm. Każda dodatkowa sztuka bagażu w tanich liniach jest wyjątkowo droga. W Wizzair kosztuje ponad 500 PLN (2x drożej niż dodatkowa sztuka bagażu w PLL LOT).
My się zmieściliśmy w 4 małe plecaki, w czym 1 był zapełniony akcesoriami plażowymi typu składane wiadereczko, łopatki, dmuchane piłki i buty plażowe.
Teraz żałuję, że nie kupiłam tego biletu WizzAir do Podgoricy. Już miałam klikać „kup teraz”, ale postanowiłam sprawdzić jeszcze jedną opcję. I to był mój błąd, przed którym was przestrzegam.
Okazało się, że najtańszą opcją będzie zakup biletów z Warszawy do Dubrownika. Lotnisko w Dubrowniku znajduje się około pół godziny drogi od granicy z Czarnogórą.


Do naszego miejsca docelowego, czyli Rajskiej Doliny pod Budvą z Podgoricy jechalibyśmy prawie 2h, a z lotniska w Dubrowniku 2h 7 min. Ale to czysta teoria!
Do lotniska w Podgoricy do hotelu trasa ma długość 67 km. Do lotniska w Dubrowniku 79 km. I tę właśnie drugą trasę pokonywaliśmy przez prawie 10 godzin!! 10 długich, nudnych, męczących godzin. Przez totalne chorwackie odludzie. Piękne i malownicze, ale tak męczące! Na trasie żadnego sklepu, gdzie można kupić wodę. Jednocześnie kwitnie tu mały biznes. Lokalsi wiedząc, że często są tu GIGANTYCZNE korki, ustawiają małe przydomowe stragany z wodą i napojami. Niestety można tam płacić tylko gotówką, na co nie byliśmy przygotowani. Przejechanie 4 km przy granicy zajęło nam 7 godzin! Przekroczyliśmy granicę po północy i przez kolejne 2 godziny jechaliśmy w stronę Budvy. Nawet po północy ruch był bardzo duży, z korkami na trasie! Dotarliśmy na miejsce przed 3 w nocy.
Dodam, że z domu wyszliśmy w sobotę w południe. To co miało być krótkim lotem ostatecznie zajęło nam prawie 15h od drzwi do drzwi! W tym czasie moglibyśmy dotrzeć na drugi koniec świata. Lot nie był problemem (mimo, że był opóźniony o 1h). Przeczekaliśmy tę godzinę w domu. Mieszkamy 15 min od lotniska i omijamy kolejki na lotnisku przechodząc kontrolę bezpieczeństwa w sekcji dla pasażerów biznes class. Więc cały lot minął gładko i bez najmniejszych problemów. To te piekielne 79 km z lotniska w Dubrowniku do hotelu było koszmarem.
Co ciekawe, google w ogóle nie raportuje korka na przejściu granicznym przez które przejeżdżaliśmy. Pokazuje korek godzinny na głównym przejściu. Tym sposobem wiele osób, tak jak my udaje się właśnie na alternatywne przejście graniczne w Vitaljina. Pierwsze pół godziny drogi przebiega gładko, a potem nagle zwalniacie do prędkości zdecydowanie poniżej 1km na godzinę. U nas wyszło średnio 600 m na godzinę!!
Nie wierzcie więc nawigacji. Unikajcie tego przejścia jak ognia. Ani mapy Apple, ani google maps nie pokazywały tu korka. Na Waze był niewielki korek na kilkanaście minut, co było bardzo dalekie od prawdy.
Jeśli nie musicie nie jedźcie tędy. Jeśli nie macie innego wyjścia to może wybierzcie jakąś mało popularną godzinę typu 5 rano. Może będzie lepiej. My przejeżdżaliśmy przez granicę 27 lipca.
Cała ta sytuacja jest bardzo absurdalna. Nie rozumiem, jak państwa, które w tak dużym stopniu są uzależnione od turystyki mogą do tego dopuścić. Trudno jest mi też uwierzyć w to, że zewnętrzna granica UE byłaby tak niedoinwestowana. Piękny ten kawałek Chorwacji przez który przejeżdżaliśmy. Jednak aktualnie moje kluczowe wspomnienie z tym wyjazdem wiąże się z okropnym korkiem.
Czarnogóra – pierwsze wrażenia i pierwsze rozczarowania
Jesteśmy! W końcu dotarliśmy na miejsce. Do pensjonatu Rajska Dolina w Boreti obok Budwy.
Pierwszego dnia naszyć wakacji pojechaliśmy na plażę Becici w Budvie. Generalnie miejsce bardzo urokliwe. Na plaży drobny żwirek. Nie potrzebne są buty do wody. Piękne krajobrazy! Bardzo zbliżone do Lazurowego Wybrzeża na południu Francji.

Krajobrazy wspaniałe, za to ludzie już mniej.
Byłam w dużym szoku jak zanieczyszczona jest plaża. Wszędzie pełno petów, brudnych starych chusteczek higienicznych. Ktoś zostawił butelkę plastikową i puszkę. Jaką trzeba być świnią, żeby tak postępować! Przepraszam świnki, te zwierzęta na pewno nie zostawiłyby po sobie takiego syfu! Jakim trzeba być burakiem, żeby zostawiać śmieci na plaży! Nie mam nawet pretensji do lokalnych władz. Nie są od tego, żeby niańczyć turystów czy uczyć ich podstawowych zasad kultury. Jestem po prostu w szoku, że ludzie jeszcze tak postępują.
Nie jestem zachwycona Czarnogóra. Raczej tu nie wrócę.
Moje rozczarowanie wynika jednak w dużym stopni z wysokich oczekiwań. Wiem o tym. Myślałam, że będzie to piękne miejsce ze świetną kuchnią. Jeszcze nieskażone masową turystyką. Bardzo naturalne, spokojne. Takie jak moje ukochane portugalskie Azory, tylko na Bałkanach. Zdecydowanie tak nie jest. (Swoją drogą Azory to prawdziwy cud natury – gorąco polecam)
Już wspominałam o korkach po północy za przejściem z Chorwacją.
Kolejnego dnia planowaliśmy odwiedzić stare miasto w Budvie, położone 5km od naszej kwatery. Poddaliśmy się w połowie drogi. Ruch na ulicach był koszmarny! Wszędzie tłumy. Zero szans na znalezienie miejsca parkingowego. Nie było opcji żebyśmy się dostali do Starego Miasta. Budva w szczycie sezonu to pomieszanie Łeby, Indii, Loret de Mare. Trudno tu odpocząć i się zrelaksować. Nie polecam. Zdecydowanie nie nasze klimaty. Nie poczułam tu przyjemnego klimatu. Poczułam za to coś innego.
Nocleg w Czarnogórze: Rajska Dolina
Nocowaliśmy w pensjonacie Rajska Dolina niedaleko Budvy. Na Google to miejsce ma ocenę 5! Na booking.com powyżej 9. Goście byli zachwyceni spokojem, otaczającą to miejsce naturą, wysoką jakością serwisu. I to wszystko w dobrej cenie. Za 5 nocy zapłaciliśmy około 1100 EUR.

Miejsce jest całkiem przyjemne. Jednak zdecydowanie nie zasługuje na tak wysokie oceny. Mam wrażenie, że panuje tu wielka prowizorka. Wszystko ledwo działa i jest zrobione na odwal się. Niby niczego tu nie brakuje, ale jest jednak jakiś niesmak.
Tak jak się spodziewaliśmy, basen jest niewielki, ale przyjemny i dzieciom w zupełności wystarczył. Za to tuż za nim znajduje się chyba jakaś hurtownia owoców, parking dla ciężarówek, tereny przemysłowe. Niedaleko, po drodze do rajskiej doliny mijamy coś co wygląda jak wysypisko starych samochodów, generalnie wszędzie jest lekki syf. Raczej nie pachnie tu też wiosną ani latem. Przewodnim zapachem jest często zapach śmieci.
Pensjonat jest bardzo przytulny i ma duży potencjał, jednak wszystko trzyma się tu na trytytkę, albo na słowo. Wszędzie niedociągnięcia i prowizorka. Od karniszy do zasłon ze stoperami z chusteczek higienicznych, przez ledwo działający pilot do telewizora, do odpadających uchwytów przy piłkarzykach i dziwnych urządzeń technicznych pozostawionych przy wejściu do willi. Ktoś miał dobry pomysł na biznes, ale chyba w połowie drogi im się odechciało. Teren wokół basenu sprzątany tylko na wyraźną prośbę gości.
Czarnogóra ma wiele do zaoferowania jeśli chodzi o przyrodę i piękne wybrzeże. Zdecydowanie warto przepłynąć się łódką po Jeziorze Szkoderskim. Krajobrazy są wręcz egzotyczne. Kotor jest uroczy, jednak to Dubrownik spodobał mi się najbardziej. Dojazd do Kotoru powinien nam zająć 36 min, a zajął jakieś 90 (korki, korki, korki).
Podtrzymuję zdanie, że Czarnogóra mnie rozczarowała. Nie planuję tu wrócić i nie polecam tego miejsca rodzinom z dziećmi szukających miejsc na wakacje przyjaznych dzieciom.

Czarnogóra z dziećmi – czy warto? Subiektywna opinia
Odpowiem krótko: Nie.
Oczywiście ile ludzi tyle opinii. Mamy do tego prawo.
Jeśli przyjedziecie tu z dziećmi, to może wam się spodoba. Jednak nawet w Europie jest tak wiele pięknych miejsc wartych odwiedzenia, że Czarnogórę umieściłabym raczej na jednej z dolnych pozycji na liście.
Lot powrotny do Polski też mieliśmy z Dubrownika. Nauczeni doświadczeniem daliśmy sobie bardzo dużo czasu na powrót do Chorwacji. Zrezygnowaliśmy z wyjazdu do Mostaru. Tym razem nie nabraliśmy się na sugestie nawigacji i pojechaliśmy głównym przejściem. Po stronie Czarnogórskiej gładziutko, zero czekania. Po stronie chorwackiej ponad godzina w korku. Przyznam, że bardzo ucieszyliśmy się kiedy przekroczyliśmy granicę i byliśmy znowu w Unii Europejskiej. W Chorwacji, w Dubrowniku w którym wszystko było po prostu idealne. Spędziliśmy tu najlepszy dzień wakacji.

Jeden Komentarz Dodaj własny